Zaolzie, rok 1938, stare krzywdy, granice i narodowe emocje. Kreml nie musi wymyślać historii od początku. Wystarczy znaleźć ranę, nacisnąć ją i przekonać dwa narody, że największym zagrożeniem jest sąsiad. Najnowsza operacja dezinformacyjna wymierzona w stosunki polsko-czeskie pokazuje mechanizm, który doskonale znamy już z relacji Polski z Ukrainą.
W ostatnich dniach w Polsce i Czechach zaczęły pojawiać się materiały sugerujące, że Polska zamierza wysunąć roszczenia terytorialne wobec Czech, a nawet przejąć część czeskiego terytorium.
Brzmi absurdalnie?
I właśnie dlatego warto zobaczyć, jak starannie próbowano zbudować pozory prawdziwego konfliktu.
Według śledztwa czeskiego portalu Seznam Zprávy pojawiły się m.in. fałszywy czeski dyplomata, spreparowane dokumenty, podrobione materiały medialne, fałszywe profile w mediach społecznościowych oraz fikcyjna demonstracja w Trzyńcu. Eksperci bezpieczeństwa podejrzewają, że za operacją mogą stać rosyjskie służby. Publicznie nie przedstawiono jednak dotąd rozstrzygającego dowodu pozwalającego definitywnie przypisać całą kampanię Rosji.
Najpierw trzeba stworzyć konflikt, którego nie ma
To szczególnie interesujący przykład wojny informacyjnej, ponieważ nie ogranicza się do napisania kilku kłamliwych komentarzy na Facebooku.
Budowana jest cała sztuczna rzeczywistość.
Najpierw odbiorca dostaje informację:
„Polska chce czeskiego terytorium”.
Potem pojawia się coś, co ma wyglądać jak jej potwierdzenie.
Dokument.
Artykuł.
Wypowiedź „dyplomaty”.
Kolejne konta dyskutujące o sprawie.
Wreszcie demonstracja ludzi rzekomo oburzonych polskimi roszczeniami.
Problem polega na tym, że kolejne elementy tej historii są fałszywe lub zmanipulowane.
Na stronie bydgoskiego Radia PiK po cyberataku opublikowano materiał zatytułowany „Czeskie media: Polska planuje zajęcie terytorium Czech”. Pojawiła się również kopia strony czeskiego publicznego radia.
„Těšínsko je české”
Kolejnym etapem było przeniesienie internetowego konfliktu na ulicę.
Do ponad 20 czeskich redakcji i instytucji rozesłano informację o demonstracji w Trzyńcu odbywającej się pod hasłem „Těšínsko je české” — „Śląsk Cieszyński jest czeski”.
Informację promował również profil „Adam Sikora”.
Tyle że redakcja polskiego pisma „Zwrot” skontaktowała się z władzami Trzyńca. Urząd poinformował, że żadne wymagane zgłoszenie takiej manifestacji nie wpłynęło.
A więc można próbować stworzyć demonstrację, zanim istnieją demonstranci.
Potem wystarczy, że informację podchwycą media społecznościowe.
Jedni napiszą:
„Czesi znowu są przeciwko Polsce”.
Drudzy:
„Polacy chcą zabrać nam ziemię”.
A operacja zaczyna żyć własnym życiem.
Dlaczego właśnie Zaolzie?
Bo skuteczna propaganda bardzo często nie opiera się na stuprocentowym kłamstwie.
Najlepsza manipulacja wykorzystuje ziarno prawdy.
Polsko-czechosłowacki konflikt o Śląsk Cieszyński rzeczywiście istniał. W 1938 roku Polska zajęła Zaolzie. To wydarzenie pozostaje elementem trudnej historii naszych narodów.
Rosyjska propaganda interesowała się tym tematem już wcześniej.
W 2024 roku FakeHunter PAP analizował rosyjskojęzyczny materiał sugerujący, że współczesna Polska rzekomo próbuje wymazać ze swojej historii zajęcie Zaolzia. Materiał wykorzystywał autentyczne polskie kroniki z 1938 roku, ale opatrywał je narracją mającą stworzyć wrażenie ukrywania historii przez Polskę. FakeHunter uznał tę tezę za fake news.
To pokazuje coś niezwykle ważnego:
Zaolzie nie pojawiło się w rosyjskiej przestrzeni propagandowej wczoraj.
Historia polsko-czeska jest potencjalnym materiałem do operacji wpływu od lat.
Ten sam podręcznik, który znamy z Ukrainy
Mechanizm powinien być dla Polaków alarmująco znajomy.
W przypadku Polski i Ukrainy paliwem jest przede wszystkim:
Wołyń. UPA. Bandera. Historia II Rzeczypospolitej. Akcja „Wisła”. Lwów.
Nie trzeba tych wydarzeń wymyślać.
One wydarzyły się naprawdę.
Wystarczy je odpowiednio wybierać, pozbawiać kontekstu, wyolbrzymiać, dodawać fałszywe informacje i codziennie podsuwać odbiorcom.
Cel nie musi polegać na przekonaniu Polaka, że Rosja jest dobra.
Znacznie skuteczniejsze jest przekonanie go:
„Ukrainiec jest twoim wrogiem”.
Dokładnie dlatego polskie MSZ ostrzegło w lipcu 2026 roku przed nasileniem rosyjskich działań wykorzystujących zbrodnię wołyńską do pogłębiania podziałów pomiędzy Polakami i Ukraińcami. Ministerstwo Cyfryzacji również dokumentuje narracje mające osłabiać współpracę Warszawy z Kijowem i przedstawiać Ukrainę jako państwo wrogie Polsce.
PISM w analizie z 24 sierpnia 2026 roku ocenił wprost, że Rosja jest głównym beneficjentem eskalacji polsko-ukraińskiego konfliktu, a rosyjski aparat propagandowy wzmacnia jednocześnie nastroje antyukraińskie w Polsce i antypolskie na Ukrainie.
Teraz obserwujemy próbę uruchomienia podobnego mechanizmu na kierunku czeskim.
Nie trzeba kochać Rosji. Wystarczy nienawidzić sąsiada
To jedna z najważniejszych rzeczy, które trzeba zrozumieć o współczesnej propagandzie Kremla.
Rosyjska operacja informacyjna nie musi publikować zdjęcia Putina z napisem „kochaj Rosję”.
To byłoby zbyt prymitywne.
Znacznie skuteczniejszy przekaz brzmi:
„Ukraińcy są niewdzięczni”.
„Czesi zabrali nam Zaolzie”.
„Polacy chcą odebrać Czechom ziemię”.
„Niemcy chcą podporządkować Polskę”.
„NATO wykorzystuje Polskę”.
Każdy naród otrzymuje komunikat dopasowany do jego historii, lęków i kompleksów.
Rosja nie musi zostać bohaterem tej historii.
Wystarczy, że Polacy, Ukraińcy, Czesi i inni mieszkańcy Europy Środkowo-Wschodniej przestaną sobie ufać.
Dlaczego Czechy i Polska?
Odpowiedź jest bardzo współczesna.
Polska i Czechy są członkami NATO.
Oba państwa wspierają Ukrainę.
W czerwcu 2026 roku polskie MON podkreślało znaczenie polsko-czeskiej współpracy dla bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO. Czescy żołnierze uczestniczą również w działaniach wzmacniających bezpieczeństwo Polski.
Z punktu widzenia Moskwy skłócenie takich państw jest więc znacznie bardziej wartościowe niż kolejna propagandowa opowieść o potędze rosyjskiej armii.
Im mniej zaufania pomiędzy sojusznikami, tym słabszy cały sojusz.
Historia jest prawdziwa. Wojna o nią może być sztucznie wywoływana
Trzeba tutaj postawić bardzo ważną granicę.
Mówienie o Zaolziu nie jest rosyjską propagandą.
Tak samo jak mówienie o Wołyniu nie jest rosyjską propagandą.
Historia nie może zostać wymazana tylko dlatego, że Rosja próbuje ją wykorzystywać.
Wręcz przeciwnie.
Trzeba ją znać.
Trzeba mówić o błędach Polski.
Trzeba mówić o błędach Czechów.
Tak samo trzeba mówić o polskich i ukraińskich zbrodniach, krzywdach i konfliktach.
Ale czym innym jest pamięć historyczna, a czym innym świadome wykorzystywanie historii do produkowania współczesnej nienawiści.
To właśnie na tej różnicy żeruje propaganda.
Polacy i Czesi odpowiedzieli najlepiej, jak mogli
Reakcja na operację jest niezwykle ważna.
Radosław Sikorski przypomniał, że zajęcie Zaolzia w 1938 roku było błędem polskiej polityki zagranicznej oraz że Polska publicznie za ten krok przeprosiła. Jednocześnie zaapelował:
„Nie dajmy się skłócić”.
Donald Tusk odpowiedział symbolem znanym całym pokoleniom Polaków i Czechów — Reksiem i Krecikiem — pisząc, że Polska i Czechy są prawdziwymi przyjaciółmi.
Co jeszcze ważniejsze, podobnie zareagowali zwykli mieszkańcy regionu i lokalne środowiska. Według Seznam Zprávy w mediach społecznościowych zaczęły pojawiać się liczne deklaracje poparcia dla polsko-czeskiej przyjaźni.
I właśnie tak powinno odpowiadać się na operacje mające nas skłócić.
Nie zamiataniem historii pod dywan.
Nie udawaniem, że konfliktów nigdy nie było.
Tylko powiedzeniem:
Tak, znamy swoją historię.
Tak, potrafimy się o nią spierać.
Ale nie pozwolimy, żeby Moskwa decydowała, kto ma być naszym wrogiem.
Najpierw Ukraina. Teraz Czechy. Jutro ktoś następny
Zaolzie jest ostrzeżeniem.
Bo jeśli operacja wykorzystująca jeden historyczny konflikt przynosi rezultaty, można uruchomić następną.
Rosja ma do dyspozycji ogromne archiwum europejskich krzywd.
Polacy przeciw Ukraińcom.
Polacy przeciw Czechom.
Polacy przeciw Niemcom.
Ukraińcy przeciw Polakom.
Czesi przeciw Polakom.
Jedna grupa społeczna przeciwko drugiej.
Nie trzeba wygrać wojny informacyjnej jednym wielkim kłamstwem.
Można wygrać ją tysiącem małych konfliktów.
Dlatego kiedy nagle w internecie pojawia się fala materiałów przekonujących nas, że sąsiedni naród jest naszym śmiertelnym wrogiem, warto zadać jedno bardzo proste pytanie:
kto najbardziej skorzysta na tym, że zaczniemy się nienawidzić?
W przypadku Polaków, Czechów i Ukraińców odpowiedź od wielu lat prowadzi w tym samym kierunku.
Na Wschód.
Źródła
- Seznam Zprávy, 25.08.2026 — śledztwo dotyczące kampanii dezinformacyjnej wymierzonej w relacje polsko-czeskie.
- Demagog, 26.08.2026 — analiza skoordynowanej operacji wokół Zaolzia.
- Zwrot.cz, 26.08.2026 — analiza fikcyjnej demonstracji w Trzyńcu.
- MSZ RP, 09.07.2026 — oświadczenie dotyczące rosyjskiej dezinformacji wykorzystującej zbrodnię wołyńską.
- Ministerstwo Cyfryzacji — przykłady narracji dezinformacyjnych dotyczących relacji Polski z Ukrainą.
- Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, 24.08.2026 — analiza rosyjskiego wykorzystywania konfliktów polsko-ukraińskich.
- FakeHunter PAP — wcześniejsze rosyjskojęzyczne manipulacje dotyczące zajęcia Zaolzia w 1938 roku.
