Kto podpala nienawiść? PiS, Konfederacja i polityczny przemysł wroga.
Polska roku 2026 nie jest jeszcze nazistowskimi Niemcami. Nie mamy ustaw rasowych, jednopartyjnej dyktatury ani państwowego programu prześladowania Ukraińców. Ale historia uczy, że żaden faszystowski system nie pojawia się od razu w swojej ostatecznej postaci.
Najpierw zmienia się język. Potem wskazuje się grupę rzekomo winną społecznych problemów. Następnie usprawiedliwia się pogardę, ograniczanie praw i przemoc. W końcu społeczeństwo przyzwyczaja się do tego, że jednych ludzi można traktować gorzej od innych.
Dlatego nie chodzi o stawianie prostego znaku równości między dzisiejszą Polską a III Rzeszą. Chodzi o dostrzeżenie kierunku, w którym zaczynamy iść. Coraz częściej słyszymy język zbiorowej winy, narodowego wykluczenia i pogardy wobec Ukraińców. Coraz częściej politycy budują poparcie na strachu, nienawiści i wskazywaniu wewnętrznego wroga.
Nie jesteśmy jeszcze w tym samym miejscu. Ale coraz wyraźniej wchodzimy na drogę, którą Europa już raz przeszła — i która również wtedy zaczynała się od słów.
Niemcy lat 30. również nie zaczęły się od obozów zagłady. Zaczęły się od języka. Od wskazywania grupy rzekomo uprzywilejowanej, obcej, niewdzięcznej i niebezpiecznej. Od polityków tłumaczących obywatelom, że ich problemy nie wynikają z błędów państwa, lecz z obecności określonej mniejszości. Od mediów powtarzających, że „obcy” zabierają pieniądze, pracę, mieszkania i wpływ na kraj.
Dlatego trzeba dziś mówić nie tylko o anonimowym „hejcie”. Trzeba wskazywać partie, nazwiska, wypowiedzi i metody.
Nie oznacza to, że każdy wymieniony polityk jest faszystą ani że każda krytyka Ukrainy jest przejawem nienawiści. O świadczeniach, migracji, bezpieczeństwie, Wołyniu, ekshumacjach i relacjach międzynarodowych można prowadzić twardą debatę.
Granica zostaje przekroczona wtedy, gdy krytykę konkretnych decyzji zastępuje opowieść o Ukraińcach jako zbiorowym problemie. Gdy z pojedynczych przypadków buduje się obraz całego narodu. Gdy słowa „uchodźca”, „Ukrainiec” i „banderowiec” zaczynają być stosowane niemal zamiennie.
Nienawiść nie powstaje sama
W pierwszym półroczu 2026 roku obywatele Ukrainy złożyli w Polsce 180 zawiadomień dotyczących przestępstw z nienawiści — o ponad 30 procent więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. W całym 2024 roku było 267 takich zgłoszeń, a w 2025 roku — 275. Policja zaznacza, że są to zawiadomienia, a nie wyłącznie prawomocnie potwierdzone przestępstwa, jednak kierunek zmian jest wyraźny.
Od sierpnia do listopada 2025 roku Demagog i Instytut Monitorowania Mediów odnotowały ponad 185 tysięcy antyukraińskich wpisów. Było ich o niemal 98 procent więcej niż w poprzednim czteromiesięcznym okresie. Szacowany zasięg przekazu wyniósł 66,4 miliona kontaktów. Wśród kont rozpowszechniających treści nastawiające Polaków przeciwko Ukrainie i Ukraińcom znalazły się profile polityków skrajnej prawicy.
Nie jest to matematyczny dowód, że określona wypowiedź polityka bezpośrednio spowodowała konkretny atak. Takich zależności nie da się uczciwie wykazać na podstawie samych statystyk.
Można jednak powiedzieć coś innego: przemoc nie rodzi się w próżni. Sprawca, który obraża Ukrainkę w autobusie, nie wymyśla sam całego języka pogardy. Słyszy go wcześniej w internecie, telewizji, przemówieniach i materiałach partyjnych. Politycy tworzą klimat, w którym człowiek zaczyna uważać własną agresję za „obronę Polski”.
Konfederacja: polityka zbiorowego podejrzenia
Konfederacja uczyniła temat Ukraińców jednym z podstawowych narzędzi mobilizowania wyborców. Nie ogranicza się przy tym do krytyki konkretnych rozwiązań prawnych. Regularnie przedstawia całą społeczność ukraińską jako grupę uprzywilejowaną kosztem Polaków.
W oficjalnym materiale zatytułowanym „800+ nie dla Ukraińców” politycy ugrupowania mówili o odebraniu Ukraińcom dostępu do świadczeń i opieki zdrowotnej. Michał Wawer podsumował konferencję słowami:
„Polski nie stać na to, żeby utrzymywać dwa narody”.
Bartłomiej Pejo mówił natomiast o konieczności powiedzenia „stop dla socjalu dla Ukraińców”, przedstawiając świadczenia jako transfer pieniędzy do ludzi, którzy mają być często zamożniejsi od Polaków.
Można dyskutować, czy 800+ powinno być uzależnione od pracy, odprowadzania składek albo faktycznego zamieszkiwania dziecka w Polsce. Jest to normalna debata o warunkach przyznawania świadczeń.
Ale określenie „utrzymywanie dwóch narodów” robi coś więcej. Zmienia człowieka pracującego, płacącego podatki i wychowującego dziecko w element obcej masy, którą Polska rzekomo musi finansować. Nie mówi się już o konkretnych osobach i ich sytuacji. Mówi się o całym narodzie jako ciężarze.
To klasyczny mechanizm polityki wykluczenia: najpierw przekonuje się większość, że mniejszość otrzymuje coś jej kosztem. Potem każdą pomoc można przedstawić jako krzywdę wyrządzoną „swoim”.
„Ukrainizacja” — słowo mające wywoływać strach
Konfederacja prowadziła również akcję pod hasłem „Stop ukrainizacji polskiego systemu edukacji”. Samo użycie pojęcia „ukrainizacja” nie opisuje problemu organizacyjnego — na przykład braków kadrowych, finansowania nauki języka czy trudności integracyjnych. Sugeruje proces przejmowania polskich szkół przez obcą kulturę i narodowość.
Podobne słowa nie służą poszukiwaniu rozwiązania. Mają tworzyć wrażenie, że Polska jest stopniowo odbierana Polakom.
W latach 30. mniejszości nie przedstawiano wyłącznie jako grup ludzi żyjących obok większości. Opisywano je jako siłę, która rzekomo przenika instytucje, kulturę, gospodarkę i państwo. Dzisiejsze określenia takie jak „ukrainizacja Polski” działają według podobnego schematu emocjonalnego, nawet jeżeli obecna sytuacja jest nieporównywalna pod względem skali i politycznych konsekwencji.
Paweł Usiądek: uchodźca jako podejrzany oszust
Paweł Usiądek, członek Rady Liderów Konfederacji, wykorzystał kolejki na granicy do zakwestionowania statusu uchodźców wracających czasowo do Ukrainy. Pisał o ludziach jadących rzekomo „na wakacje” i pytał, czy nadal powinni być uważani za uchodźców.
To wygodna manipulacja obrazem.
Ukraina jest ogromnym państwem, w którym poziom zagrożenia jest zróżnicowany. Uchodźca może odwiedzić rodzinę, załatwić sprawy majątkowe, odebrać dokumenty albo pojechać na pogrzeb. Czasowy powrót nie oznacza automatycznie, że wojna się skończyła ani że cała historia ucieczki była oszustwem.
Ale politycznie taki przekaz jest skuteczny: nie pokazuje się człowieka z konkretną historią. Pokazuje się masę cwaniaków, którzy mają wykorzystywać polską naiwność.
Uchodźca przestaje być ofiarą rosyjskiej wojny. Staje się podejrzanym.
„Polak jest gospodarzem, imigrant ma się dopasować”
W materiale opublikowanym na stronie Konfederacji Paweł Usiądek pisał także:
„W Polsce to Polak jest gospodarzem, a jakikolwiek imigrant musi się dopasować do otaczającej go rzeczywistości. Jest u nas czasowo i korzysta z przywileju mieszkania wśród nas”.
Wypowiedź dotyczyła perspektywy politycznego organizowania się Ukraińców oraz uzyskiwania przez nich w przyszłości polskiego obywatelstwa.
To już nie jest spór o świadczenia. To wizja państwa podzielonego na gospodarzy i tolerowanych gości.
Osoba, która legalnie mieszka w Polsce, pracuje, płaci podatki, spełnia warunki naturalizacji i otrzymuje polskie obywatelstwo, nie jest gościem korzystającym z łaski etnicznych „gospodarzy”. Staje się obywatelem posiadającym takie samo prawo do udziału w życiu publicznym jak inni.
Twierdzenie, że imigrant zawsze pozostaje kimś obcym, kto ma siedzieć cicho i nie wpływać na politykę, oznacza odrzucenie obywatelskiej koncepcji państwa. W jej miejsce pojawia się wizja państwa należącego do jednej grupy etnicznej.
To jeden z fundamentów nacjonalizmu prowadzącego do faszyzacji: prawa nie wynikają już z obywatelstwa i konstytucji, lecz z pochodzenia.
Ewa Zajączkowska-Hernik: każda dotacja jako dowód zdrady
Ewa Zajączkowska-Hernik atakowała publiczne finansowanie Związku Ukraińców w Polsce, podkreślając wielkimi literami, że organizacja otrzymała „MILIONY” złotych. Przedstawiała dotacje jako finansowanie środowiska, które rzekomo „atakuje Polskę”, i domagała się całkowitego zakończenia wsparcia.
Władze mają prawo kontrolować każdą dotację, sprawdzać jej wysokość i sposób wykorzystania. Problem polega na czym innym: w takim przekazie samo finansowanie organizacji mniejszości narodowej zostaje przedstawione jako skandal.
Odbiorca ma dojść do wniosku, że Ukraińcy nie tylko otrzymują świadczenia, ale także organizują się, wywierają wpływ i jeszcze robią to za „nasze pieniądze”.
Powstaje obraz grupy jednocześnie niewdzięcznej, uprzywilejowanej, politycznie niebezpiecznej i finansowanej przez państwo. To zestaw elementów charakterystyczny dla propagandy budującej figurę „wewnętrznego wroga”.
Mentzen i Bosak: Wołyń jako narzędzie bieżącej mobilizacji
Pamięć o zbrodni wołyńskiej jest obowiązkiem państwa polskiego. Polska ma prawo domagać się ekshumacji, godnych pochówków, dostępu do archiwów oraz jednoznacznego potępienia sprawców przez władze Ukrainy.
Problem zaczyna się wtedy, gdy pamięć ofiar staje się narzędziem do budowania niechęci wobec współczesnych Ukraińców, którzy nie odpowiadają za zbrodnie sprzed ponad 80 lat.
Sławomir Mentzen konsekwentnie buduje swój przekaz wokół „banderyzmu”, przedstawiając stosunki polsko-ukraińskie przede wszystkim przez pryzmat historycznego konfliktu. W lipcu 2026 roku wraz z politykami Konfederacji uczcił ofiary Wołynia w Domostawie. Samo upamiętnienie jest oczywiście uzasadnione. Polityczne znaczenie nadaje mu jednak szersza kampania, w której temat Wołynia łączy się z żądaniami ograniczenia pomocy, świadczeń i obecności Ukraińców w Polsce.
Krzysztof Bosak mówił wprost, że Polska powinna ograniczyć wsparcie dla Ukrainy tak długo, jak długo gloryfikowani są sprawcy ludobójstwa i nie ma pełnej zgody na ekshumacje.
Można uzależniać integrację europejską Ukrainy od spełnienia standardów prawnych, demokratycznych i historycznych. Jednak uzależnianie wsparcia dla państwa walczącego z rosyjską agresją od sporu historycznego jest czymś innym. Oznacza używanie bezpieczeństwa milionów ludzi jako instrumentu nacisku.
Co więcej, politycy rzadko pilnują granicy między władzami Ukrainy, ukraińskimi nacjonalistami a zwykłymi Ukraińcami mieszkającymi w Polsce. W przekazie wyborczym wszystko zaczyna zlewać się w jedną opowieść: Ukraina, Ukraińcy, Bandera, Wołyń, świadczenia, roszczenia i niewdzięczność.
Tak powstaje zbiorowa odpowiedzialność.
Grzegorz Braun: radykalizacja bez zasłon
Najdalej idzie Grzegorz Braun i kierowana przez niego Konfederacja Korony Polskiej — obecnie odrębna partia, której Braun jest prezesem. Nie należy utożsamiać jej organizacyjnie z głównym ugrupowaniem Konfederacji Mentzena i Bosaka, choć oba środowiska wyrastają z podobnej części radykalnej prawicy.
W raportach Demagoga i Instytutu Monitorowania Mediów Grzegorz Braun regularnie znajduje się wśród osób rozpowszechniających antyukraińskie treści o największym zasięgu. W okresie sierpień–listopad 2025 roku jego profil zajął pierwsze miejsce na Facebooku, a oficjalny profil Konfederacji Korony Polskiej — trzecie. W zestawieniach pojawiali się również Włodzimierz Skalik i inne osoby związane z tym środowiskiem.
Analiza jego komunikacji w 2025 roku wskazywała na konsekwentne wykorzystywanie takich określeń jak „nachodźcy”, agresywnych metafor i języka konstruującego kolejne grupy wrogów. Eksperci IMM zwracali uwagę, że im bardziej radykalny język był stosowany wobec grup narodowościowych, tym większe generował zaangażowanie odbiorców.
Braun nie tylko korzysta z istniejących uprzedzeń. On zamienia je w polityczny system.
W tym systemie Polska jest stale zdradzana przez własne elity, okupowana przez obce interesy i zalewana przez niepożądane grupy. Ukraińcy stają się jednym z elementów szerokiej teorii zagrożenia: obok Unii Europejskiej, migrantów, Niemców, Żydów czy środowisk liberalnych.
To klasyczna polityka oblężonej twierdzy. Jej zwolennik ma przestać widzieć sąsiada, współpracownika lub dziecko z Ukrainy. Ma zobaczyć przedstawiciela obcej siły.
PiS: od solidarności do licytacji na antyukraińskość
Prawo i Sprawiedliwość wymaga bardziej złożonej oceny niż środowisko Brauna.
To rząd PiS po 24 lutego 2022 roku otworzył granice, organizował pomoc, przekazywał Ukrainie uzbrojenie i uczynił Polskę jednym z głównych państw wspierających Kijów. Jarosław Kaczyński wielokrotnie podkreślał znaczenie militarnego wspierania Ukrainy. Jeszcze w lipcu 2026 roku, po kontrowersyjnych słowach Przemysława Czarnka, zapewniał, że PiS nadal opowiada się za pomocą wojskową.
Nie można więc uczciwie twierdzić, że cała historia polityki PiS wobec Ukrainy była polityką nienawiści.
Problem polega na tym, że wraz ze wzrostem poparcia dla Konfederacji PiS zaczął przejmować część jej języka i tematów. W miejsce solidarności coraz częściej pojawiły się słowa o ukraińskich „przywilejach”, niewdzięczności, stawianiu warunków oraz konieczności pokazania Ukrainie jej miejsca.
To nie jest konsekwentna ideologia. To polityczny oportunizm — próba odzyskania wyborców poprzez przesuwanie granicy dopuszczalnego języka.
Karol Nawrocki: legalna debata opakowana w konflikt narodowościowy
Karol Nawrocki w sierpniu 2025 roku zawetował nowelizację ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy i przedstawił własny projekt. Podkreślał, że Rosja jest agresorem, Ukraina ofiarą i że Polska powinna nadal wspierać ją militarnie. Jednocześnie zapowiadał ograniczenie 800+ dla osób niepracujących i „likwidację preferencji obywateli Ukrainy w stosunku do Polaków”.
Samo powiązanie świadczeń z pracą nie jest faszyzmem. Może być przedmiotem demokratycznej debaty.
Znaczenie ma jednak sposób przedstawienia sprawy. Sformułowanie o „preferencjach Ukraińców względem Polaków” wzmacnia przekonanie, że istnieją dwie przeciwstawne grupy, a każda korzyść jednej z nich jest stratą drugiej.
Po prezydenckim wecie Demagog i IMM odnotowały największą w analizowanym okresie falę negatywnych wpisów wymierzonych w Ukrainę i Ukraińców. Nie oznacza to, że Nawrocki odpowiada za każdy z tych wpisów. Pokazuje jednak, że decyzje i język najważniejszych osób w państwie mogą stać się sygnałem uruchamiającym istniejące pokłady agresji.
Przemysław Czarnek: pomoc jako zakładnik polityki historycznej
Przemysław Czarnek poszedł znacznie dalej. W lipcu 2026 roku stwierdził, że należy skłonić Unię Europejską do wstrzymania finansowania ukraińskich zbrojeń i odbudowy, dopóki Ukraina nie zmieni swojej polityki historycznej. Później oznajmił, że powtórzyłby te słowa „bezwzględnie, bez najmniejszego zahamowania”.
To stanowisko nie jest już jedynie żądaniem ekshumacji czy potępienia UPA.
Wstrzymanie finansowania uzbrojenia oznaczałoby osłabienie państwa broniącego się przed rosyjską inwazją. Skutki ponieśliby nie autorzy ukraińskiej polityki historycznej, lecz żołnierze i cywile atakowani przez Rosję.
Czarnek wykorzystuje więc autentyczną polską krzywdę historyczną do usprawiedliwiania decyzji, która mogłaby zwiększyć współczesne cierpienie ludzi nieodpowiadających za Wołyń.
Jarosław Kaczyński odciął się częściowo od tej wypowiedzi, zapewnił o poparciu dla pomocy militarnej i zapowiedział wyjaśnienie sprawy w partii. Pokazuje to, że nawet w PiS istnieje świadomość, iż Czarnek przekroczył granicę.
Ale problem pozostaje: człowiek przedstawiany jako jeden z głównych liderów i potencjalny kandydat PiS na premiera publicznie zaproponował użycie wojny jako narzędzia nacisku historycznego.
Jak partie budują warunki do faszyzacji
Nie wszyscy wymienieni politycy używają takich samych słów i nie wszyscy ponoszą taką samą odpowiedzialność.
Grzegorz Braun i Konfederacja Korony Polskiej tworzą najbardziej radykalny, systematyczny przekaz oparty na figurze wroga.
Konfederacja Mentzena i Bosaka zamienia wykluczający język w oficjalny program polityczny: „ukrainizacja”, „utrzymywanie dwóch narodów”, Polak jako gospodarz i Ukrainiec jako czasowy gość.
PiS przesuwa te narracje do centrum debaty, ponieważ obawia się utraty wyborców na rzecz skrajnej prawicy. Przemysław Czarnek radykalizuje przekaz, Karol Nawrocki nadaje mu rangę państwową, a kierownictwo partii próbuje jednocześnie zachować strategiczne poparcie dla walczącej Ukrainy.
Właśnie tak działa proces normalizacji.
Najpierw najbardziej skrajny polityk mówi coś, co wydaje się niedopuszczalne.
Później większa partia powtarza łagodniejszą wersję.
Następnie media przedstawiają obie wypowiedzi jako dwa równoprawne stanowiska.
W końcu pogląd, który kilka lat wcześniej uznano by za ksenofobiczny, staje się jednym ze zwyczajnych punktów programu wyborczego.
Wołyń jako przepustka do zbiorowej odpowiedzialności
Najbardziej cynicznym narzędziem pozostaje pamięć o Wołyniu.
Ofiary wymagają prawdy, ekshumacji, nazwisk, grobów i szacunku. Nie wymagają nienawiści do ukraińskich dzieci urodzonych kilkadziesiąt lat po zbrodni.
Historia zostaje wykorzystana wtedy, gdy polityk zamiast powiedzieć: „domagamy się odpowiedzialności władz Ukrainy”, mówi po prostu o „Ukraińcach”. Gdy przypomina zbrodnie UPA przy każdej dyskusji o uchodźcach, świadczeniach, szkołach i zatrudnieniu.
W ten sposób współczesny Ukrainiec zostaje obciążony dziedziczną winą narodową.
To mechanizm niebezpieczny i historycznie dobrze znany. Faszyzm zawsze przekonuje, że człowiek nie jest jednostką. Jest przedstawicielem krwi, rasy, narodu lub grupy, której przypisano określone cechy i historyczne winy.
Kto korzysta na skłóceniu Polaków i Ukraińców?
Na tej polityce korzystają polskie partie walczące o radykalny elektorat. Korzystają internetowi twórcy zarabiający na strachu i oburzeniu. Korzystają politycy, którzy nie mają rozwiązań dla ochrony zdrowia, mieszkalnictwa czy rosnących kosztów życia, więc wskazują ludzi mówiących innym językiem.
Najwięcej korzysta jednak Rosja.
Raporty dotyczące antyukraińskiej propagandy wskazują, że część rozpowszechnianych w Polsce narracji jest zbieżna z celami Kremla: ma odciąć Ukrainę od zachodniego wsparcia, poróżnić społeczeństwa i przekonać Polaków, że większym zagrożeniem od rosyjskiego imperializmu są ukraińskie dzieci w polskiej szkole albo ukraińska matka otrzymująca świadczenie.
Nie oznacza to, że każdy polityk Konfederacji czy PiS jest rosyjskim agentem. Takie oskarżenie bez dowodów byłoby nieuczciwe.
Nie trzeba jednak być agentem, żeby wykonywać pracę korzystną dla Kremla. Wystarczy dla kilku punktów procentowych poparcia niszczyć zaufanie między narodami, które Rosja od stuleci próbuje skłócać.
Faszyzm nie przychodzi od razu w mundurze
Najpierw przychodzi jako hasło: „najpierw Polacy”.
Potem jako pytanie: „dlaczego oni mają mieć tak samo jak my?”.
Następnie jako oskarżenie, że obcy „przejmują szkoły”, „żyją z socjalu” i „organizują się przeciwko Polsce”.
Później polityk mówi, że migrant jest tylko gościem i nie powinien wpływać na państwo, nawet gdy legalnie żyje w nim od lat.
W końcu ktoś słyszy język ukraiński w autobusie i uznaje, że ma prawo obrażać, popychać albo bić.
Karol Nawrocki, Przemysław Czarnek, Sławomir Mentzen, Krzysztof Bosak, Michał Wawer, Bartłomiej Pejo, Paweł Usiądek, Ewa Zajączkowska-Hernik, Grzegorz Braun i jego partyjni współpracownicy nie mówią jednym głosem i nie wszyscy posuwają się równie daleko.
Ale każdy z nich powinien odpowiadać za własne słowa i ich społeczne znaczenie.
Nie wolno zasłaniać się twierdzeniem, że chodzi wyłącznie o „twardą debatę”. Debata dotyczy ustaw, kosztów i decyzji władz. Nagonka zaczyna się tam, gdzie miliony różnych ludzi zostają przedstawione jako jeden obcy, niewdzięczny i niebezpieczny organizm.
Polska nie jest dziś faszystowskim państwem.
Ale politycy PiS, Konfederacji i środowiska Brauna przesuwają granicę języka, przygotowują społeczne przyzwolenie i uczą ludzi patrzeć na sąsiada jak na wroga.
Historia nie pyta nas, czy obozy już stoją. Historia pyta, czy rozpoznaliśmy moment, w którym zaczęto budować drogę prowadzącą w ich stronę.
Od słów do przemocy. Czy Polska zaczyna powtarzać mechanizmy znane z Niemiec lat 30.?
Kto podpala nienawiść? PiS, Konfederacja i polityczny przemysł wroga. Polska roku 2026 nie jest jeszcze nazistowskimi Niemcami. Nie mamy ustaw rasowych, jednopartyjnej dyktatury ani państwowego programu prześladowania Ukraińców. Ale historia uczy, że żaden faszystowski system nie pojawia się od razu w swojej ostatecznej postaci. Najpierw zmienia się język. Potem wskazuje się grupę rzekomo winną społecznych…

Previous Post
Next Post
Dodaj komentarz
You May Have Missed












