Advertisement

My Polacy, nie jesteśmy właścicielami ukraińskiej pamięci

Za każdym razem, gdy na Ukrainie pojawia się nazwa, symbol lub postać związana z UPA, w Polsce wybucha przewidywalna polityczna burza. Padają oskarżenia o gloryfikację zbrodniarzy, zdradę pamięci ofiar i brak szacunku dla historii. Problem polega na tym, że większość uczestników tej debaty nie szuka prawdy historycznej. Szuka politycznych punktów.

Historia jest znacznie bardziej skomplikowana niż narodowe legendy budowane po obu stronach granicy.

Tak, UPA odpowiada za zbrodnie na ludności polskiej. Tak, Wołyń był ludobójstwem. Tak, pamięć o ofiarach musi pozostać żywa. Ale równie prawdziwe jest to, że polska narracja bardzo często zaczyna historię dokładnie w tym miejscu, w którym jest jej wygodnie.

Jakby przed rokiem 1943 nic się nie wydarzyło.

Jakby II Rzeczpospolita była wzorem państwa narodowej tolerancji.

Jakby miliony Ukraińców żyjących między Bugiem a Zbruczem nie doświadczały polityki asymilacji, ograniczania praw językowych, zamykania szkół, niszczenia cerkwi prawosławnych czy brutalnych pacyfikacji prowadzonych przez polskie państwo.

Nie, nie były to działania porównywalne z późniejszym ludobójstwem. Ale były częścią rzeczywistości, która kształtowała ukraiński nacjonalizm. Historia nie bierze się z próżni. Radykalizmy nie rodzą się same z siebie. Powstają w określonych warunkach politycznych, społecznych i narodowych.

Polski problem polega na tym, że bardzo chętnie występujemy w roli nauczyciela historii dla innych narodów, znacznie rzadziej zaś chcemy być uczniami własnej historii.

W polskiej debacie publicznej utrwaliło się przekonanie, że mamy moralne prawo pouczać Ukrainę, jakich bohaterów może czcić, a jakich nie. To zadziwiająca postawa, zwłaszcza gdy spojrzymy na własną pamięć historyczną.

Czy każda postać wynoszona przez Polaków na piedestał ma nieskazitelny życiorys? Czy wszystkie nasze powstania, wojny i działania narodowe były wolne od przemocy wobec innych? Czy polska polityka wobec mniejszości narodowych w okresie międzywojennym była przykładem demokratycznego ideału?

Odpowiedź brzmi: nie.

Narody nie wybierają bohaterów dlatego, że są oni idealni. Wybierają ich dlatego, że symbolizują walkę o niepodległość.

Dla ogromnej części Ukraińców UPA nie jest przede wszystkim symbolem Wołynia. Jest symbolem walki z Sowietami, Niemcami i rosyjskim imperializmem. Można się z tym nie zgadzać. Można uważać to za moralnie problematyczne. Ale nie można udawać, że ten fakt nie istnieje.

Co więcej, dzisiaj Ukraina znajduje się w sytuacji, której Polska od dziesięcioleci nie doświadczała. Każdego dnia jej żołnierze giną w walce z państwem, które od stuleci próbowało wymazać ukraińską tożsamość. W takich warunkach społeczeństwa sięgają po symbole oporu, nawet jeśli dla sąsiadów są one kontrowersyjne.

Największą hipokryzją polskiej debaty jest jednak coś innego.

Ci sami politycy, którzy najgłośniej krzyczą o pamięci historycznej, przez lata nie byli zainteresowani ani badaniami naukowymi, ani wspólnymi projektami historycznymi, ani realnym dialogiem polsko-ukraińskim. Historia interesuje ich wyłącznie wtedy, gdy można nią uderzyć w przeciwnika politycznego albo zdobyć kilka punktów procentowych poparcia.

Ofiary Wołynia zasługują na prawdę.

Ale prawda nie może być selektywna.

Prawda wymaga również uznania, że II Rzeczpospolita nie była krainą narodowej harmonii. Wymaga przyznania, że Polacy także popełniali błędy wobec Ukraińców. Wymaga zrozumienia, że konflikty narodowe mają przyczyny, a nie tylko skutki.

Najgorsze, co możemy dziś zrobić, to zamienić historię w narzędzie narodowej pychy.

Bo pycha jest ślepa.

Ślepa na własne błędy.

Ślepa na cierpienie innych.

Ślepa na fakty.

Polska nie potrzebuje kolejnych patriotycznych mitów. Potrzebuje odwagi spojrzenia w lustro. Potrzebuje historycznej uczciwości. Potrzebuje zdolności powiedzenia rzeczy, która w naszym życiu publicznym wciąż brzmi niemal jak herezja:

tak, Wołyń był zbrodnią.

Ale nie, historia polsko-ukraińska nie zaczęła się na Wołyniu.

A jeśli chcemy wymagać od Ukraińców uczciwego spojrzenia na własną przeszłość, musimy najpierw zdobyć się na uczciwość wobec własnej.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *