Advertisement

Bajka o Dyni, której się bali

Dawno, dawno temu, w pewnym miasteczku pojawiła się Dynia.
Nie była to zwykła dynia — miała uśmiech, błyszczące oczy i chciała tylko jednego: żeby ludzie się uśmiechali.
Rozświetlała ciemne, jesienne wieczory, niosła trochę zabawy i koloru w ponurych dniach.

Ale niektórzy spojrzeli na nią z przerażeniem.
„Szatan!” — krzyczeli. „Pogaństwo! Obrzydliwość z Zachodu!”
Zamiast się śmiać, zaczęli gasić lampki i moralizować.
Zamiast zrozumieć, zaczęli zakazywać.

Dzieci malowały dynie — one widziały tylko zagrożenie.
Młodzi przebierali się i bawili — oni mówili, że to koniec świata.
Nie widzieli, że za tą zabawą nie stoi żaden diabeł, tylko radość i potrzeba bycia razem.

Z biegiem lat ludzie zaczęli się zastanawiać:
Czy naprawdę można bać się warzywa? Czy uśmiech dzieci to grzech?
Czy dynia z wyciętym uśmiechem to naprawdę większy problem niż nienawiść, pogarda i głupota, które codziennie wylewają się z ekranów?

W końcu wielu zrozumiało, że nie dynia jest straszna — tylko ci, którzy się jej boją.
Bo to nie świeczka w środku warzywa niesie ciemność, tylko zamknięte głowy tych, którzy myślą, że radość to zagrożenie.

A jednak…
Do dziś jest w Polsce grupa ludzi, która cholernie boi się dyni.
Na widok lampionu dostają moralnej gorączki, jakby sam Lucyfer wyszedł z warzywniaka.
Widzisz takiego z krzyżem, co walczy z balonikiem i plastrem dyni — i myślisz: to nie horror, to kabaret.

Bo prawda jest taka:
Halloween nie jest złem.
Złem jest strach przed śmiechem, radością i innością.
A dynia? Dynia tylko świeci — i pokazuje, kto naprawdę żyje w ciemności.

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *