


Co się tak naprawdę stało we Wrocławiu – fakty, nie plotki
- Chodzi o zdarzenie z początku 2023 r. – prywatna pracownia diagnostyczna we Wrocławiu, badanie rezonansu z kontrastem.
- 49-letni pacjent (Dominik) po podaniu kontrastu dostał wstrząsu anafilaktycznego, doszło do zatrzymania krążenia, był reanimowany i przewieziony do szpitala, gdzie stwierdzono zgon.
- Sprawa trafiła do prokuratury, która bada błąd medyczny/organizacyjny, a nie narodowość lekarzy.
Sedno problemu wygląda tak:
- zbyt uboga ankieta przed badaniem – nie wyłapała kluczowego czynnika ryzyka (astma oskrzelowa),
- chaotyczna akcja ratunkowa: personel biegał, szukał sprzętu i leków, czas uciekał.
- Pełnomocniczka rodziny wprost mówi, że nie było problemu z komunikacją językową – rozmowy z rodziną i dyspozytorem pogotowia toczyły się po polsku.
I to są ustalenia ze śledztwa i analizy prawnej, nie z wpisów polityków w mediach społecznościowych.
Zajączkowska, Berkowicz, Skalik – podręcznikowe kłamstwo polityczne
Ewa Zajączkowska-Hernik
Europosłanka Konfederacji pisze obszerny post (13 listopada):
„We Wrocławiu zmarł pacjent, bo zatrudnieni tam medycy z Ukrainy i Białorusi nie znali dość dobrze języka polskiego (…). Personel (…) nie był w stanie porozumieć się z pacjentem, nie dowiedział się o wstrząsie anafilaktycznym, nie wiedział, jak wezwać pogotowie. Pacjent zmarł.”
Zero zastrzeżeń, zero „rzekomo”, zero „według niepotwierdzonych doniesień”.
Twarde stwierdzenie: przyczyną śmierci był brak znajomości polskiego przez medyków z Ukrainy i Białorusi.

Konrad Berkowicz
Poseł Konfederacji na X (Twitter):
„Wrocław: pacjent zmarł, bo… lekarz Ukrainiec nie rozumiał po polsku. Brak języka – brak życia. Tak wygląda efekt importu kadr bez weryfikacji. Państwo, które wpuszcza tutaj 'doktorów’ ze Wschodu bez żadnych wymagań, bierze na siebie odpowiedzialność za każdą taką śmierć.”
Tu już mamy klasykę:
personalne wskazanie „lekarza Ukraińca” jako winnego, dramatyczne hasło, ogólny atak na „doktorów ze Wschodu”.

Włodzimierz Skalik
Poseł Konfederacji Korony Polskiej:
„We Wrocławiu zmarł pacjent, bo ukraiński lekarz nie znał polskiego. Państwo polskie zawiodło.”
Kropka. Zero wątpliwości, zero czekania na wyniki śledztwa.
Narracja gotowa: „Ukraiński lekarz zabił Polaka, bo nie znał polskiego”.
To nie są „opinie”. To są twierdzenia o faktach, które da się zweryfikować. I zostały zweryfikowane.

Co mówi prokuratura i adwokatka rodziny? Zupełnie coś innego
Oświadczenie Prokuratury Okręgowej we Wrocławiu
Prokuratura wydała oficjalne oświadczenie:
„Nieprawdziwe i mogące wprowadzać w błąd odbiorców publikacji są informacje o tym, że personel medyczny wskazanej przychodni nie potrafił posługiwać się językiem polskim i że z tego powodu doszło do zaniedbań skutkujących w konsekwencji zgonem pacjenta.” Gov.pl+2NCZAS.INFO+2
Rzeczniczka prokuratury w rozmowie z mediami dodaje, że:
- w zespole byli przede wszystkim obywatele Polski,
- nie było „bariery językowej”, która uniemożliwiłaby wezwanie pomocy. Fakt+1
Czyli:
Konfederacyjne hasło „pacjent zmarł, bo lekarz Ukrainiec nie znał polskiego” jest wprost sprzeczne z ustaleniami prokuratury prowadzącej śledztwo.
Pełnomocniczka rodziny: problemem były procedury, nie język
Adwokatka rodziny, mec. Ilona Kwiecień, wskazuje:
- kluczowe były dwie rzeczy:
- brak identyfikacji czynnika ryzyka (astmy) w ankiecie,
- chaotyczna akcja ratunkowa – braki w organizacji i przygotowaniu.
- w tej sprawie nie odnotowano problemów z komunikacją w języku polskim, rozmowy z żoną i dyspozytorem toczyły się po polsku,
- Biuro Rzecznika Praw Pacjenta: na żadnym etapie sprawy nie pojawiła się informacja, że wśród personelu były osoby spoza Polski, nie było też skarg na komunikację z lekarzami z zagranicy w latach 2024–2025.
Czyli:
- Tak – była tragedia, były prawdopodobne zaniedbania.
- Nie – nie ma potwierdzenia, że przyczyną był „ukraiński lekarz, który nie znał polskiego”.
Dokładnie to:
kłamstwo Zajączkowskiej, Berkowicza i Skalika rozjeżdża się z ustaleniami śledczych i prawników.
5. Jak działa to kłamstwo – instrukcja obsługi nagonki
Schemat jest aż nazbyt znajomy:
- Tragedia – prawdziwy, dramatyczny przypadek śmierci pacjenta.
- Plotka / mocno podkręcona relacja – w tym wypadku opowieść o „białorusko-ukraińskiej ekipie, która nie potrafiła wezwać pogotowia”.
- Przeróbka na hasło propagandowe:
- „Ukraiński lekarz zabił Polaka, bo nie znał polskiego”.
- „Nieznajomość polskiego przyczyną śmierci polskiego pacjenta”.
- Dodanie wroga zbiorowego: „doktorzy ze Wschodu”, „import kadr bez weryfikacji”, „patologiczna polityka dopuszczania zagranicznych lekarzy”.
- Ignorowanie sprostowań: prokuratura i eksperci mówią wprost „to nieprawda” – ale to już nie przebija się tak dobrze, jak soczyste hasło o „Ukraincu, który zabił Polaka”.
To nie jest „troska o bezpieczeństwo pacjentów”.
To jest świadome granie na lękach: Ukrainiec, obcy, lekarz, życie i śmierć.
To, co zrobili, przekracza wszelkie granice.
To nie jest „fake news”.
To nie jest „pomysłowa narracja”.
To nie jest „kontrowersyjna opinia”.
To jest świadome, zimne i cyniczne działanie na szkodę Polski.
Kiedy polityk bierze tragedię konkretnego człowieka i przerabia ją na antyukraiński, prorosyjski materiał propagandowy — wbrew faktom, wbrew śledztwu, wbrew prokuraturze, wbrew zdrowemu rozsądkowi — to nie jest błąd.
To jest świadoma operacja.
Chamstwo?
Tak.
Świństwo?
Bez najmniejszej wątpliwości.
Ale przede wszystkim jest to dokładnie ten rodzaj brudu, kłamstwa i manipulacji, którym od lat posługuje się Rosja. Punkt w punkt. Ta sama metoda. Ten sam mechanizm. Ten sam efekt: wzbudzić nienawiść, podzielić społeczeństwo, skłócić Polskę z Ukrainą, zasiać nieufność i gniew.
A oni — Zajączkowska, Berkowicz, Skalik i cała ta banda „patriotów” z memów Putina — wykonują tę robotę z zapałem godnym nagrody „pracownik miesiąca Kremla”.
To już nawet nie są pożyteczni idioci.
To pionki.
Pionki w rękach państwa, które od dziesięcioleci chce zniszczyć Polskę, rozbić nasze sojusze, osłabić Zachód i odizolować Ukrainę.
Pionki, które same zgłaszają się do gry, bo kłamstwo, hejt i tania propaganda dają im więcej lajków niż odpowiedzialność i prawda.
I trzeba to powiedzieć brutalnie:
To, co robią, to sabotaż bezpieczeństwa Polski.
To polityczna prostytucja wobec rosyjskiej narracji.
To zdrada zdrowego rozsądku, interesu państwa i zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Jeśli Putin miałby wystawiać listę płac za robotę propagandową w Polsce —
oni byliby na pierwszej stronie.
I to jest najbardziej obrzydliwe.





Leave a Reply