11 sierpnia 1937 roku ludowy komisarz spraw wewnętrznych Związku Sowieckiego Nikołaj Jeżow podpisał rozkaz operacyjny NKWD nr 00485. Dokument ten dał początek jednej z największych i najbardziej krwawych zbrodni wymierzonych w Polaków w XX wieku. Pod pozorem walki z polskim szpiegostwem, dywersją i rzekomą działalnością Polskiej Organizacji Wojskowej sowiecki aparat bezpieczeństwa rozpoczął masowe aresztowania, egzekucje i deportacje osób narodowości polskiej oraz ludzi w jakikolwiek sposób związanych z Polską. Operacja trwała do listopada 1938 roku i objęła cały Związek Sowiecki, szczególnie sowiecką Ukrainę i Białoruś.
Polacy pozostawieni po sowieckiej stronie granicy
Po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej i podpisaniu traktatu ryskiego liczna ludność polska pozostała na terenach, które weszły w skład Związku Sowieckiego. Polacy mieszkali tam od pokoleń. Byli chłopami, rzemieślnikami, kolejarzami, nauczycielami, robotnikami i przedstawicielami miejscowej inteligencji. Zachowywali język polski, katolicką wiarę, rodzinne tradycje i pamięć o dawnej Rzeczypospolitej.
Jednym z największych skupisk polskiej ludności była Żytomierszczyzna. W 1925 roku władze sowieckie utworzyły w jej pobliżu Polski Rejon Narodowy imienia Juliana Marchlewskiego, nazywany Marchlewszczyzną. Jego centrum stanowił Dołbysz, przemianowany na Marchlewsk. Początkowo działały tam polskie szkoły, biblioteki, gazety i instytucje kulturalne. Nie była to jednak prawdziwa autonomia, lecz eksperyment mający przekształcić miejscowych Polaków w lojalnych obywateli sowieckich i propagatorów komunizmu.
Polacy okazali się jednak odporni na przymusową ateizację, kolektywizację i wynaradawianie. Bronili kościołów, tradycji oraz rodzinnych gospodarstw. Władze uznały więc eksperyment za nieudany. Marchlewszczyznę zlikwidowano w połowie lat trzydziestych, a tysiące jej mieszkańców deportowano między innymi do Kazachstanu. Było to bezpośrednie przygotowanie gruntu pod późniejszą masową eksterminację.
Rozkaz nr 00485 – narodowość jako dowód winy
Oficjalnym celem rozkazu Jeżowa miała być „całkowita likwidacja” rzekomych polskich siatek szpiegowskich. Szczególnie często oskarżano zatrzymanych o przynależność do Polskiej Organizacji Wojskowej. Była to organizacja niepodległościowa działająca przede wszystkim przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości i podczas wojny polsko-bolszewickiej. W latach trzydziestych rozbudowana sowiecka „siatka POW” w rzeczywistości nie istniała. NKWD stworzyło ją w dokumentach i wymuszonych zeznaniach, aby uzasadnić masowe represje.
Podejrzanym mógł stać się niemal każdy Polak. Wystarczało polskie nazwisko, katolickie wyznanie, krewni mieszkający w Polsce, korespondencja z zagranicy albo wcześniejsza działalność w polskiej szkole czy parafii. Podczas rewizji za „dowody” szpiegostwa uznawano polskie książki, fotografie rodzinne, modlitewniki, różańce, listy i pamiątki związane z Polską. Represje obejmowały również osoby innych narodowości, lecz zdecydowaną większość ofiar stanowili Polacy.
Aresztowania przeprowadzano zazwyczaj nocą. Funkcjonariusze NKWD wchodzili do mieszkań, dokonywali rewizji i zabierali mężczyzn, często nie pozwalając im nawet pożegnać się z rodziną. Podczas przesłuchań stosowano bicie, pozbawianie snu, głodzenie i wielogodzinne tortury. Celem nie było ustalenie prawdy, lecz wymuszenie przyznania się do działalności szpiegowskiej oraz podania nazwisk kolejnych rzekomych członków konspiracji.

„Albumy” śmierci
O losie aresztowanych nie decydował niezależny sąd. Terenowe struktury NKWD sporządzały listy osób wraz z proponowaną karą. Dokumenty zszywano w tak zwane albumy i przesyłano do Moskwy. Zatrzymanych dzielono na dwie podstawowe kategorie. Pierwsza oznaczała natychmiastową karę śmierci, druga – wieloletnie uwięzienie w łagrze.
Albumy zatwierdzali Jeżow i prokurator generalny ZSRS Andriej Wyszynski. Wobec ogromnej liczby spraw nazwisk często nawet dokładnie nie analizowano. Jednym podpisem zatwierdzano setki wyroków śmierci. W późniejszym okresie decyzje przekazano lokalnym „trójkom”, składającym się z przedstawiciela NKWD, prokuratora i miejscowego działacza partii komunistycznej.
Skazanych mordowano najczęściej strzałem w tył głowy w piwnicach więzień, budynkach NKWD albo bezpośrednio nad przygotowanymi dołami. Ciała wywożono nocą i potajemnie zakopywano w lasach, na poligonach, cmentarzach oraz terenach przemysłowych. Rodzinom nie podawano miejsca pochówku. Często informowano je fałszywie, że zatrzymany został skazany na „dziesięć lat bez prawa do korespondencji”.
Terror wymierzony również w rodziny
Cztery dni po rozkazie rozpoczynającym „operację polską”, 15 sierpnia 1937 roku, Jeżow wydał rozkaz nr 00486. Rozszerzał on represje na rodziny osób uznanych za „zdrajców ojczyzny”.
Żony zamordowanych lub uwięzionych mężczyzn mogły zostać skazane na wieloletni pobyt w łagrze tylko dlatego, że rzekomo nie doniosły na swoich mężów. Dzieci odbierano matkom i umieszczano w domach dziecka, koloniach pracy lub placówkach specjalnego reżimu. Zmieniano im nazwiska i poddawano je sowietyzacji. W ten sposób sowiecki terror niszczył nie tylko pojedyncze osoby, lecz całe polskie rodziny i lokalne społeczności.
Zbrodnia na Żytomierszczyźnie i wschodnim Wołyniu
Na sowieckiej Ukrainie represje przybrały szczególnie wielką skalę, ponieważ właśnie tam mieszkała najliczniejsza społeczność polska w ZSRS. Według danych przedstawianych przez IPN tylko na terenie sowieckiej Ukrainy osądzono w ramach operacji 55 928 osób, z których 47 327 zamordowano. Liczby te dotyczą całej Ukraińskiej SRS, a nie wyłącznie Wołynia, pokazują jednak skalę terroru obejmującego między innymi Żytomierszczyznę, Podole i Kijowszczyznę.
W Żytomierzu jednym z miejsc egzekucji i ukrywania ciał była dawna kopalnia gliny. Masowe groby odnaleziono również w dzielnicy Smolarka. Spoczywali w nich Polacy oraz przedstawiciele innych narodowości zamordowani podczas stalinowskich czystek. Do dzisiaj znajdują się tam krzyże i miejsca pamięci poświęcone ofiarom komunistycznego terroru.
Dramat dotknął niemal każdą polską osadę na tym terenie. Ginęli nauczyciele polskich szkół, działacze parafialni, rolnicy sprzeciwiający się kolektywizacji, robotnicy, urzędnicy i osoby, które nie prowadziły żadnej działalności politycznej. Z punktu widzenia NKWD ich „winą” było pochodzenie, wiara i przywiązanie do polskiej kultury.
Ponad 111 tysięcy zamordowanych
Według ustaleń opartych na zachowanych dokumentach NKWD w całym Związku Sowieckim za winne uznano co najmniej 139 835 osób objętych „operacją polską”. Na śmierć skazano i zamordowano przynajmniej 111 091 osób. Dziesiątki tysięcy kolejnych skazano na łagry, deportacje i przymusowe osiedlenie. Spośród niemal 140 tysięcy osądzonych uniewinniono zaledwie 40 osób.
Liczby te nie obejmują wszystkich Polaków, którzy zginęli podczas wcześniejszych deportacji, kolektywizacji, Wielkiego Głodu, likwidacji polskich parafii i szkół oraz innych operacji Wielkiego Terroru. Z tego powodu historycy szacują, że w całym okresie stalinowskich represji lat trzydziestych życie mogło stracić co najmniej 200 tysięcy Polaków.
„Operacja polska” nie była spontanicznym wybuchem przemocy ani wynikiem sąsiedzkiego konfliktu. Była zaplanowaną odgórnie akcją państwowego terroru, zatwierdzoną przez kierownictwo Związku Sowieckiego i realizowaną przez NKWD.
Jej celem było usunięcie ludzi uznanych za politycznie niepewnych oraz rozbicie polskiej społeczności, która zachowywała własną tożsamość, religię i więź z historyczną ojczyzną.
11 sierpnia powinien być dniem pamięci o dziesiątkach tysięcy polskich rodzin z Żytomierszczyzny, wschodniego Wołynia, Podola, Białorusi, Rosji i innych obszarów Związku Sowieckiego. Ich bliscy ginęli nie za rzeczywistą działalność szpiegowską, lecz za nazwisko, język, wiarę i przywiązanie do polskości. „Operacja polska” NKWD pozostaje jednym z najbardziej tragicznych, a wciąż zbyt mało znanych rozdziałów historii narodu polskiego.
